1

5 scen z życia Olifeatured

… 1. „Babel” Autokar wiezie turystów. Ola po prawicy pilotuje wycieczkę. W tym samym czasie kilku pijanych górali postanawia się rozerwać – kto trafi w pędzący autobus. Wygrywa kamień, który przebija szybę i czaszkę Oli. Krew zalewa modny, żółty sweterek. Najbliżej Zakopane. I Boże Narodzenie. Ola wychodzi na Wielkanoc, bo sprawa poważna, bo młody lekarz się zakochał i chce się żenić. Ale jej to nie Czytaj dalej

1
Mona Liza

Mona Lizafeatured

… Styczeń mnie zdmuchnął, przepraszam. Trudne, zimowe rocznice – to raz, dwa: zagrałam rolę pacjentki. Mam kilku nieproszonych gości, których trzeba będzie wyprosić – tym razem z zajmowanym lokalem. Ale jeszcze chwilę, jeszcze postoję. Ewa. Chyba najdłużej u nas, bo od lata zeszłego roku. Cicha, pokorna, o uśmiechu Mony Lizy. Przyjmująca każdego, z tym, z czym przychodzi, bez oczekiwań. Ewa ma dokładnie tyle lat, Czytaj dalej

3

Fantomekfeatured

Mirek schudł błyskawicznie – w przeciągu kilku godzin ubyło mu dwanaście kilogramów.  Dowiedział się przy okazji, ile waży jedna noga. Nie znam drugiej osoby, która posiadła tę zbędną wiedzę.Trudno złapać związek pomiędzy rakiem płuc, a nogą, która nagle wymaga amputacji. Pokrętna reakcja na chemioterapię, nawet nie próbuję wnikać. Mirek siedzi na swym rydwanie i z tego miejsca zagrzewa do walki dwie sunące po korytarzu wojowniczki. Każda z nich Czytaj dalej

0

Wigiliafeatured

… Błyszczące umywalki, miarowy szum muszli klozetowych i lodówek, czysta podłoga. Z pokoju pielęgniarek snuje się muzyka – tak cicha, że przezroczysta. Gdy stoi się na wewnętrznym tarasie, słychać echo telewizora. Pani portierka leniwie sączy kawę z mlekiem, opróżnia bombonierkę. Niemal słyszę, jak stukają klawisze telefonu od świątecznych smsów. Ryby hipnotycznym ruchem pływają w jeziorku, właściwie niczym już nie różniąc się od pobliskich roślin. Choinki nagrzane od lampek, kwiaty podlane, Czytaj dalej

Święty Mikołajfeatured

… Zaczynam bez sensu – od balonów. Ani to początek, ani koniec. Balony okazują się najwyraźniej bezpieczne, najlżejsze z obrazów, które noszę. Dmucham zatem jeden za drugim. Wpierw zielony, potem niebieski i żółty. Najmniej białych – bo to przecież taki szpitalny kolor. Kręci mi się w głowie; tym bardziej pompuję pompką płuc, tym większe wychodzą. Cały pokoik wolontariuszy w balonach. Przyciągają się i odpychają niczym Czytaj dalej

1

O’statkifeatured

… Staję się osobą od rzeczy ostatnich. Dziwne być może. I po co. Ostatni dyktowany do dziecka list, ostatni własnoręcznie wduszony w kartkę wyraz, ostatni papieros, domowy wypiek, kasztan, ostatnie balony, które kiwają się pod sufitem, ostatni prezent, przyjaciel, jesienny liść na szafce, kamyk znad morza, ostatnie słowo nad wykopanym w ziemi oczodołem. Gdzieś popełniam być może błąd i zapewne za niego zapłacę – nie można Czytaj dalej

0

Jutrofeatured

… Jutro, jutro. Może siądę i napiszę jutro. Nawarstwia się zatem i rośnie bezradność. Trudno ruszyć dalej, głębiej zapuścić korzenie. Po śmierci Marka i po jego pogrzebie, po śmierci Mikołaja, kliknęłam spację, która wibrowała czkawką przez prawie dwa miesiące. Dopiero kilka dni temu zajrzałam do hospicjum i wiem: póki nie zrzucę obrazów, nie rozpakuję bagażu – nie zamieszkam w tamtym domu na nowo. Jutro zatem, może jutro. Zawsze lepiej Czytaj dalej

0

Ciąg dalszy nastąpiłfeatured

… Głowa puchnie od obrazów. Ideałem byłby transfer (kierunek: zorkownia), zrzut błyskawiczny i totalny – bez przymiotników, rozciągania gumy metafor, nieudolnych prób rysowania słowem. Wierzę Mozartowi; można usłyszeć całą symfonię na raz, w jednym akordzie. Tylko co potem… Słyszę i widzę Marka. Obrazy wyświetlane jednocześnie, nałożone jeden na drugi niczym palimpsest czy klisza. Widzę serca krążące wokół niego, widzę go, jego ciepło, dobroć, ból, Czytaj dalej

1

Możliwośćfeatured

… Upiekłam chleb, kupiłam delicje (zemsta na Marku za dokarmianie mnie wczoraj), wrzuciłam do torebki chorwacki kamyk i ruszyłam w drogę. Deszcz, wszędzie deszcz – szyby auta się pocą, oczy się pocą. Skupiam się na drodze tyle ile muszę – za parawanem powiek widzę obrazy ze świata, którego Marek już nie dotknie: jezioro z łódką pośrodku, las pełen grzybów, podopieczni, których wyciągał z nałogu, parujące garnki pełne jego Czytaj dalej

Loading...