Pstrykfeatured

… Pierwszy wrzesień. Idę z rodziną na miejski festyn. Hospicjum ma tam stoisko, nie odpuszczę. Na przeciwko sunie młody Rumcajs. Dość nietypowy – strzelisty niczym średniowieczny mnich, z aparatem na piersi, za to zarośnięty rasowo. Uśmiecha się od ucha do ucha, zerka w moją stronę. Zdecydowanie nie znam Rumcajsa, ale uśmiech zostaje. Pstryk. Malujemy z dziećmi motyle, opowiadamy o rozbudowie hospicjum, kwestujemy. Przyglądam się jej raz po raz: zaangażowana, roześmiana. Czytaj dalej

Światło we mgle

Światło we mglefeatured

… Wczoraj znów go zobaczyłam. Impreza-niespodzianka w wieczornym ogródku, tort, szampan, przyjaciele, sąsiedzi, telewizja, prezenty, sto lat. Na powitanie przytulam się do jego jasnej głowy. Gwar, flesze i tysiące pytań – każdy czegoś chce. Przemek uśmiecha się, cierpliwie znosi szybkie tempo uroczystego wieczoru. Mówi spokojnie; zmęczenie oswaja przecież od lat. Łaskoczemy go pytaniami nie słuchając siebie nawzajem. Bo się cieszymy, bo Czytaj dalej

Agnifeatured

… Był plan – blog nr 3. Od pewnego czasu pisałam go w głowie, nawarstwiały się obrazy. Miał porządkować myśli, układać się z nowym tematem. I po co? Tu jest moje miejsce; zorkownia dawno przestała być tylko „hospicyjną” myśloodsiewnią. Odsiałam/zasiałam sporo innych miejsc. Kiedyś wpadłam na to, gdzie umiejscowiony jest mój środek, gdzie zakorzeniają się emocje, skąd ruszają w świat, gdzie je chowam po powrocie. Brzuch, Czytaj dalej

Pocztówka z wakacjifeatured

… Oddział Opieki Długoterminowej. Dzięki Pe penetruję szpital nr 3. Ale o Pe nie dam rady. Przyglądam się ludziom obok. Szpital nr 1, OIOM: Zofia, lat wiele, naga i w pieluszce. Jej córka ciągle płacze na korytarzu. Raz ją przytulam. Roman, co ciężko oddycha. By przestać w nocy. Michał, chwilę po czterdziestce, wielki jak wieloryb. Ciśnienie powyżej dwustu od wielu tygodni. Obok żona na drżących szpilkach. Nie tleni Czytaj dalej

Drzwifeatured

… Wprowadziliśmy się w podobnym czasie. Młode małżeństwo i starsi państwo. Ułożyliśmy się w klockach mieszkań, jedni nad drugimi. Ich odwiedzały dzieci i wnuki. Nieczęsto. Nas – rodzice, znajomi. Na początku bez przerwy. Jesienią brzuch zaczął być widoczny, za to ja przestałam. Wychodziłam tylko do samochodu i albo lekarz, albo szpital. Wracałam późno, czasem mijały tygodnie. Wróciłam po pogrzebie. Ostatecznie. Pamiętam ciszę w domu. Porządek w pokoju. Nowy telewizor Czytaj dalej

Spacerfeatured

W jedną stronę trzy godziny, z powrotem dwie – wracając mniej się już gubię. Jadę zabrać Pe na spacer. Pierwszy razem. Ciało bezwładne; obkładam je zwiniętymi ręcznikami – żeby nie było otarć, odleżyn. Żeby nie raziło. Ustabilizowanie głowy, ciepłe skarpety, poduszka, bluza, opróżnić cewnik, zabrać chusteczki. Ubieram, zabieram. Dopiero za dwie godziny pojawi się ktoś, kto pomoże wysadzić Pe z powrotem. Czytaj dalej

Zafeatured

… Zakochałaś się. A przecież miało cię nie być. Zakochałaś się i pytasz mnie o zdanie. Nie bój się, płyń. Zamiast zdania mam uśmiech. Widziałam go tylko raz. Przywiozłam dzieciom pokonkursowego laptopa, Darek wpadł zabrać chłopaków na boisko. Duży, spokojny. Bacznie mi się przyglądał. Stolarz – jak moj dziadek. Całkiem zgrabnie wyszła mu twoja nowa kuchnia. I czekanie. Zaiskrzyło 11 lat temu. Ty Czytaj dalej

8

Karetafeatured

… Długo czekaliśmy na tę podroż. Wpierw lektyka na kółkach. Nie pomagasz, nie utrudniasz, poddajesz się. Rytmowi. Docelowy środek transportu – kareta. Lśniąca, kolory wyraziste, dwóch giermków – jak się patrzy. Zamykasz oczy. Drzwiczki otwierają się z hukiem. Kareta wchłania cię razem z lektyką. Grymas, zwierzęcy strach. Wsiadam prędko. Przez dwie godziny ściskam ci rękę. To nie kareta na sygnale – mówię. Nie tym Czytaj dalej

Loading...