Życzeniefeatured

… Lekarz zaprzecza temu, co widzę. Kontaktu z pacjentem brak, uśmiechy, owszem, ale mimowolne, Pe często nie mruga na zawołanie, nie rusza sam ręką; dominuje spastyka. Rusza, Panie Doktorze, tylko czasem o centymetr i po minucie od prośby. Uśmiech – gdy jest powód. Czasem nieadekwatny, wiem, widziałam, natomiast zawsze związany z silną emocją. Na przykład ze stresem, strachem, wzruszeniem. Uczę się rozpoznawać. Pe – różnicować. Poczucie humoru obezwładniające. Czytaj dalej

Pe dał słowofeatured

… Na ostatniej stronie „Mikołajka” napisałam alfabet. „Motyl i skafander” pomógł ustawić się z tematem. Z namaszczeniem zaczęłam wymieniać litery. Za pierwszym razem prosiłam, by Pe – ćwiczebnie – wymrugał swoje imię. Musiałam się dostroić, złapać rytm. Napięta jak struna. I zagraliśmy. Jakie może być pierwsze słowo, no jakie? Co można powiedzieć? Pierwsze słowo Pe brzmi… Pierwsze słowo to… „PEDAŁ” Czytaj dalej

Zespółfeatured

… Pe od lat jest muzykiem. Pe ma swój zespół. Pe gra i śpiewa. Muzyka jest wszędzie. Rytm wybijało nawet miasto na „O”. Z matematyczną precyzją maszyn. Od pewnego czasu mamy nową kwaterę. I diagnozę. Wyrokiem sądu Pe został skazany na kolejny zespół. Zespół Zamknięcia. Niestety nie chce w nim śpiewać. I raczej nie zagra. Za to na zawołanie stuka talerzami powiek. Zdecydowanie za cicho. .

Deszczfeatured

… Krople ślimaczą po szybie, pukają w parapet. Otwieram okno na deszcz. Pranie nasiąka wilgocią, gliniane donice w rumieńcach, trawa napita kolorem. Ptaki-przycupki wrastają w jabłoń; cierpliwa drzemka. Rozmakają kwiaty i drewno. Kamienie rodzą się na nowo. Lubię wyjść na deszcz. Otwierać ręce, chłonąć. To, co przyjmiemy, wibruje w krwioobiegu, buduje tkanki. Ludzie, historie, obrazy wsiąkają pod powieki. Tak się rośnie. Tak się jest. Mo cuishle mo Czytaj dalej

Pierwsza liga

Pierwsza ligafeatured

… Poznałam go prawie trzy lata temu. Wjechał do hospicjum niebieską bryką i stała się jasność. Wiedziałam, że oto zaczyna mi się ktoś nowy; pierwszoligowa sprawa. Ciepły dzień, słoneczny człowiek, włosy niemal białe, skóra – pergamin, oczy w kolorze oceanu. Przyjechał, by rozgrzać wolontariuszy. Wsiąknęłam od razu. Świat Przemka rozszczelniał się na mgliste przed i wyraźne po. Dobrze znam tę bruzdę, jej ostre kanty. Czytaj dalej

Najazdfeatured

… Rytm dnia ustawia mi miasto na „O”. Punkt dwunasta, wybijam. Mijam kiosk, aptekę, sklep z ciuchami, kaplicę, bar, drogowskazy. Zamiast aut suną łóżka, blaszaki z obiadem, sprzątające kombajny. Prawdziwe polis pod dachoskłonem. Japończycy tym razem bez aparatów; laptopy w pokrowcach, notatki pod pachą, przerwa w transmisji studenckich danych. Do windy drobię za nimi jak gejsza. Bram miasta strzeże domofon – się dzwoni, się czeka, Czytaj dalej

Glosafeatured

… Słucham twojej muzyki wciśniętej do ucha, przed zaśnięciem trenuję twój bezruch. Staram się nie połykać, nie móc odkaszlnąć, przesunąć ręki/nogi, nie domykać warg, nie pić, zagorączkować. Poniżej szyi czuję łaskoczącą końcówkę tracheotomijnej rurki, włos na policzku, chłód klimatyzatora. Jakiś kabel tnie mi pachę. W ciemności regularnie słyszę głosy. Ciepłe, kobiece, którym ufam. Mówią jaki jest dzień, godzina, plan. To na ich prośbę otwieram oczy, stukam powieką Czytaj dalej

Miast’tofeatured

… Na początku było słowo, dźwięk właściwie, jasna kropka w granatowej ciszy. I powidoki. Po czym – nie wiesz, nie pamiętasz. Pomarańczowo-fioletowe plamy sunące jak obłoki, gdzieniegdzie czerwień. Pod powiekami obraz śnieży, mrowi. Nie otwierasz jeszcze. Dźwięków coraz więcej; wracasz z jaskini w ramiona miasta. Miasto na „O”, spore, nowoczesne, o cyklach rytmicznych i pewnych. Barwne neony, rozświetlone wieżowce, gmachy, pnącza kabli, światłowodów, rur. Sygnalizacja Czytaj dalej

5

Wielka Sobotafeatured

Dwa obrazki. Maszerujemy z Be święcić tradycję. Chorągiewki machają z koszyczków. Wiatr i woda. Amen. Potem, w kościele, kolejka z dzieciństwa. Na ladzie Jezus-miniaturka. Na wznak. I biała chustka, co ściera ślinę, bakterie, nas. Każdy tyka miarowo. Tik tak; dwa kroki do przodu, klęk, po-całunek, chusteczka, refleksja do pięciu i w bok. Następny, następny. Stajemy i my. Dotykam stóp. Ukrzyżowane, zimne, znieczulone plastikiem. Kurtyna. Na OIOMie leży się nago. Tylko białe Czytaj dalej

Loading...