Ostatnio zapytała mnie norweska koleżanka zamierzająca polecieć do Krakowa, czy "może spokojnie" (dosłownie) pokazać 10-letniemu synowi Auchwitz. Powiedziałam jej – ja nawet nie wiem czy Ty, przy Twojej wrażliwości, powinnaś tam pojechać nie będąc odpowiednio przygotowaną.
Chyba jej podeślę ten film. Ludziom na świecie wydaje się, że obozy koncentracyjne to były po prostu "obozy" – miejsca, gdzie zamykano ludzi, taka forma więzienia połączona z pracą. I krew mnie zalewa, jak jakiś ignorant dziennikarz napisze o "polskich obozach koncentracyjnych".
Jeden z moich pacjentów był oficerem w niemieckiej armii. Wielu Norwegów było. Ma obecnie prawie sto lat i na swoje nieszczęście świetną pamięć. Kiedyś podczas jednej z naszych bardzo wiele mi dających rozmów zapytałam go, czemu tego wszystkiego nie spisze. I wtedy zobaczyłam jego rozpacz. Nie może, wystarczy, że brzydzi się własnych dłoni i po nocach widzi tamte twarze. Nie potrafiłby zniszczyć miłości swoich synów, bo oni nic nie wiedzą.
Każdy ma swoją miarę odwagi. Mój ogromny podziw dla pana Brasse.